bg

showcase

"Ogniem i mieczem"


Namówiłam Trenera na showcase. To taki występ do własnej muzyki i choreografii wymyślonej przez mojego najlepszego trenera na świecie <3 . Nie ma to jak wazelina :)
Michał został poinformowany o charakterze naszego przyszłego "szoła". Powiedział : "spoko", ale mam wrażenie, że jego mózg nie do końca pozwolił na instalację pełnej wersji mojej informacji. Powtórzyłam informację prościej i wolniej żeby nie spalić Michałowi obwodów.
Otóż "szoł" będzie historyczne. :) Będąc rekonstruktorem odtwarzającym wiek XVII postanowiłam połączyć dwie pasje na raz.
- Pomyślałaś o kosztach takiego show?- zapytał Michał kiedy już dotarło do niego co konkretnie planuję.
Znaczy jakich kosztach? Materiałów resztkowych z moich sukien historycznych jest po sam sufit, hajdawery, żupan i kontusz nie przerasta moich umiejętności krawieckich, a w miejscach kiedy przerasta będzie to doskonały pretekst do wypicia z moją kochaną Mamą herbatki i popłakaniu się ze śmiechu.
Moja kochana Rodzicielka zna mnie już 40 lat i nie ma o mnie zbyt wysokiego mniemania ani dobrego zdania, a w końcu ona zna mnie najlepiej, czyli coś w tym być musi. Całość tej historii którą Wam właśnie opowiedziałam skwitowała jednym słowem
- Wariatka!
W kolejnym tygodniu już piłyśmy pierwszą herbatkę kwicząc ze śmiechu nad pociesznym wykrojem hajdawerów późno XVII wiecznych, które na Michale będą wyglądały zacnie i godnie, kiedy je skończę i dopracuję, ale na początku wyglądały jak wielki wór na słonia. Wór, w którym mogłaby zamieszkać 5 osobowa rodzina i przyjmować gości.
- Ja się dziwię temu chłopakowi, że się na to zgodził. Ty jesteś nienormalna! - skwitowała moja Mama kaszląc po ataku śmiechu i ocierając łzy.
- Takie geny.... nie poradzisz :)))


Dziś przystosowałam formę żupana do rzeczywistych wymiarów Michała. Jak na prawdziwego inżyniera przystało, podeszłam do sprawy z pełnym profesjonalizmem i modyfikacja wykorzystywała głownie pakową taśmę klejącą. "Zmierz suwmiarką, utnij siekierą". Ja od zawsze jestem zdania że taśma klejąca jest najlepszym przyjacielem kobiety. :) Teraz skoro forma gotowa można się brać do szycia.


Po 40 latach burzliwego towarzysko życia okazało się, że ja jednak mam słuch absolutny! :) No chyba że chodzi o te kawałki co Michał puszcza i każe mi liczyć slow-quick-quick, to wtedy nie  :). Do tej pory byłam przekonana ze raczej mam słuch przeciętny coś na poziomie trzeciego stopnia umuzykalnienia znaczy: "słyszę bębny" . Nie, no bo na prawdę słyszę. Często. Nawet jak ich tam nie ma. Tak wiem, to się w niektórych kręgach kwalifikuje już do leczenia, ale jeszcze sobie radzę. W każdym razie muzyka jest zmiksowana, zobaczymy jak z efektem mojego słuchu poradzi Michał, który musi teraz wymyślić niezobowiązujące pląsy do tej muzyki, takie które znowu zachwycą publikę ( to już uzgodniliśmy poprzednio, że jest banalne w moim przypadku) oraz sprawią, że ta muzyka stanie się niekwestionowanym przyczynkiem do naszego spektakularnego sukcesu estradowego :)


- To jakie to show chcesz żeby było?- zapytał Michał- takie nobliwe i natchnione czy takie z humorem?
- Co znaczą te słowa na "n"? :)
Ale tak, show będzie też na "n" : nienormalne. To moje show, musi być takie jak ja :)


Lecimy z choreografią. Zrobiłam wszystko żeby nie dało się do tego wymyślić quickstepa bo go nie znoszę. Dlaczego? Bo mi się zawsze nogi mylą, nie ograrniam, która podskok, na której wykop, nogi mm tylko dwie a czuję się jakbym ich miała 1000. Normalnie jak Michał włącza quickstepa od razu mam umysłowy fatal error. "System napotkał na nieoczekiwany błąd numer ( tu wpisać dowolny numer) , prosimy skontaktować się z administratorem" . :)
Cała zadowolona oddałam Michałowi pliczek ze zmiksowaną muzyką, i spokojnie czekam na rezultaty. Norbert bardzo nalegał żeby Michałowi na show pożyczyć rapcie i szablę
-"choćby jeno paradną ale żeby jak mężczyzna wyglądał"
- Tak, Michał wymyśli pivoty i sie poharatamy tą szablą.
Pierwsze na tapetę poszły co? Pivoty.
A do mojego cudnego późno renesansowowego tańca polskiego Michał wymyślił - quickstepa. Co gorsza świetnie to wychodzi, ale już dwa tygodnie próbuję opanować co którą nogą mam kopnąć i z której wyskoczyć i czuję się jak pajac. Został jeszcze jeden kawałek Vivaldiego tam będzie samba!!!. Vivaldi się w grobie przewraca. Albo też przewracałby sie gdyby jeszcze tam coś się przewracać mogło. Ale już się cieszę na Viava-sambę.


Coś drgnęło, coś zrozumiałam... I nawyższy czas, bo turniej za pótora miesiąca! :) Dobrze, że się wreszcie ogarnęłam po dwóch latach tańca z Michałem, ale jak to mawiają :"lepiej późno niż wcale". Fascynujące jest to uczucie kiedy nagle rozumiesz co się dzieje z Twoim ciałem przy każdym kroku. Takie olśnienie. Trzeba jednak przetuptać tysiące kilometrów, żeby pojąć proste prawa podstaw kinetyki.
I jeszcze jedno. Ograniczenia. I wiedza, że można je pokonać i przesunąć granicę. Wychylenie-dziś tyle, jutro dalej, wykop- dziś taki, jutro wyżej!
Oversway, contra check- lepiej, dalej płynniej. ;)
Ja? Ja nie potrafię? Wach me!





Dziś przysłali mi wreszcie zamówione na wymiar buty dla Michała. Od trazu należało je zmierzyć, więc Michał całą lekcję prowadził w kaloszach. Pierwszy kwadrans upłynąl mu na uspokojeniu się po ataku śmiechu kiedy się w nich zobaczył, dalej było już lepiej ale i tak trudniej mu było niż zwykle. Zupełnie też nie rozumiem dlaczego ktokolwiek wchodził na naszą salkę wybuchał śmiechem..... no dobra pewnie sama bym kwiczała z radości gdybym nie uważała, że w tych butach wygląda godnie i zacnie ...zaiste :).





Doszliśmy do rzeczonej samby. Podoba mi się! Trochę ciężko będzie zrobić samba run w XVII wiecznej spódnicy ale sama tego chciałam. Ostatni raz sambę tańczyłam na kursie tańca... jakieś 7 lat temu. Wtedy byłam jeszcze piękna i młoda. Teraz nadal jestem piękna, ale młoda już mniej toteż po treningu sambowym byłam bliska zawału serca i spektakularnego odwalenia kity. Przeżyłam, choc to były bolesne chwile. To mnie wcale nie zniechęciło. Nadal jestem zachwycona naszym showem.
Do turnieju zostało 3 tygodnie. Kończę szamerunki na kontuszu Michała.





... chmurnooki- wyje za każdym razem na poczatku lekcji Michał, strojąc przy tym pocieszne miny, żywo gestykulując, możliwie fałszując i możliwie sopranem, przynajmniej stylizowanym sopranem bo tenor to nie jest i nigdy nie będzie. I za każdym razem śmieszy mnie to tak samo. Mam wrażenie że Trener szczerze nienawidzi tego szoła więc zatańczymy go tylko na tym turnieju i zabiermy się za coś nowego, coś co nie będzie starsze niż 100 lat ;) choć pewnie nie da mi to takiej radochy przy tworzeniu strojów jak dała mi ta stylizacja. No i możliwości upchania na sukience wora pereł :)

Turniej już tuż tuż.. .cieszę się jak alkoholik na warsztaty bimbrownicze :))


Puchar Wieczystego. Uwielbiam go bo jest najpiękniejszym turniejem na jakim byłam. Nienawidzę organizacji i bałaganu jaki na nim panuje, choć wielu organizatorów znam i darzę sympatią. Niestety o tym, na którą godzinę mniej więcej mam się pojawić dowiedziałam się o 23.30 we środę. W niedzielę gdy przyszłam na 13.00 okazało się ze tańczę dopero na gali o 17.00 a wynikowo weszłam na perkiet po 21.00.

Na parkiecie zapomniałam wszystko co tłukł mi do głowy Michał przez ostatnie pól roku. Kilka razy straciłam wątek, wielkokrotnie się pomyliłam. Rama - nie istnieje. Punktowanie, praca stóp, kolan... zapomnij. Wystarczyła zmiana kierunku tańca nadanego przez Michała żeby mi się wszystko popieprzyło ;) ... Gorset. Przysięgam, jeszcze 5 taktów i bym zemdlała :)

Ale zatańczylismy. Dostaliśmy brawa.

Nie jestem dobrą tancerką. Nigdy nie będę. Ale sama świadomość tego, że jeżeli czegoś chcę to mogę to zrobić i że mogę dowolnie kreować rzeczywistość wokół mnie dodaje skrzydeł.

Michał dziękuję.

 

 

Film