To, w jaki sposób znalazłam się w systemie Pro Am to materiał na inną opowieść, dość, że od myśli która nie znalazłwszy mózgu roztrzaskała się o potylicę, wyboru trenera i pierwszej rozmowy minęło ok 5 minut. Kiedy chwilę później usiadłam z miną kota który zeżarł mysz i dotarło do mnie co właśnie zrobiłam, było już za późno żeby się wycofać. Jestem Amką. Kim jest "Amka"? No cóż, zwykle Amka (Amatorka),to żeńska forma kryzysu wieku średniego. Panowie w tym wieku kupują Porshe, a my zapisujemy się do młodego zawodowego istruktora tańca (Pro- stąd nazwa Pro-Am) żeby udawać Kopciuszka. :)
Tu powinna być sentencja, że trzeba spełniać swoje marzenia sięgać gwiazd i sra-ta-ta-ta... Będzie inna:

"Nie wierz w cuda- polegaj na nich"

Michał ( trener/partner) postanowił dowiedzieć się jakie są moje umiejętności taneczne po 5 latach tańczenia i roku na turniejach. No jak to jakie? Doskonałe! :) . Sie wie! Po pierwszym moim walcu angielskim bardzo stara się ukryć przerażenie ale słabo mu to wychodzi. Wszystko jest źle. Czyli praca u podstaw. Na moje pytanie czy na pewno chce się tego podjąć odpowiada z uśmiechem że tak, ale głos mu lekko drży i jakiś blady się zrobił moim zdaniem. Ponawiam pytanie, drugi raz potwierdza. Doooobra, nikt nie powiedział że będzie łatwo :). Ale kochany masz przerąbane :)

"Zawodowcy są przewidywalni – strzeż się amatorów"

Praca u podstaw polega na kroku podstawowym do walca, o którym wiedziałam wiele ale nie to, że to akurat tak trzeba go tańczyć i że to jest takie piekielnie trudne. Kiwam się spadam z obcasów, idę goniąc węże - no po prostu sama gracja i czar. :). Na polecenie trenera moje satynowe buciki lądują w pudełeczku w domu. Ostatni bastion czyniący mnie tancerką zdobyty!

Jeśli Trener myślał, że w baletkach to pójdzie lepiej to się ostro przejechał na swojej teorii. Nie mając obcasów potrafię równie dobrze gonić 3 węże na raz udając krok do walca. W chwili, kiedy już prawie wszystko ogarniam, Michał dokłada mi koleje zmienne ( ręka tak, biodro tak, głowa tak) i system robi shut down.

"Najłatwiejsza droga jest zawsze zaminowana."

Posiadam zeszyt do tańca, gdzie ku niedowierzaniu Trenera notuję wszystkie boskie sentencje i mądrość jaką na bieżąco mnie obdarza, a jest tego w cholerę "Pięta-palce-palce-palce-pięta.." + moje schematyczne rysunki co wtedy zrobić z głową, nogą, biodrem ... Boże! ja nie wiedziałam że mam tyle części ciała.... obecności większości z nich nadal nie jestem świadoma.

"Zawsze rób notatki, to dowód,że pracujesz – w przypadku jakichkolwiek wątpliwości, staraj się wygladać przekonywująco."

Trener mnie POCHWALIŁ. Nie ogarniam sytuacji. Jak to, przecież ja nie robię żdnych postępów i zawsze wszystko robię źle. Tak się tym przejęłam, że do końca zajęć robiłam znowu wszystko źle. :)

*******

Kondycja. Zawsze myślałam że ją mam. Rozgrzewka z Michałem pozbawiła mnie złudzeń oraz oddechu. W domu zaplanowałam szeroko pojęty aerobik. Podskoki, przysiady i inne pierdolety. Rano myślałam, że leżę już na katafalku i widzę światło. W każdym razie miałam życzenie aby ktoś mnie łaskawie dobił. Nikt nie chciał. Wcale się nie dziwię: zatłuczesz kreaturę, a będziesz siedział jak za człowieka. Wszystko mnie boli. Po schodach schodzę jakbym miała połamane nogi. Trening o 17.00. Muszę to rozchodzić, bo znowu będę wyglądać jak Quasimodo. No i tak zawsze wyglądam jak Quasimodo, ale nie chcę wygladać jeszcze gorzej. Wchodzę na salę. Czuję się jak coś na co polują Wiedźmini, a już na pewno się tak poruszam z moimi dzisiejszymi zakwasami. Na parkiecie pary tancerzy ćwiczących swoje układy, Michał ... oraz "MŁA". No to "niech się dzieje wola nieba"

"Od życia dostaje się to, czego się oczekuje a nie to, czego się chce"

- A teraz prawa strona klatki piersiowej do góry, w prawo a biodra na dół w lewo. Jakbyś chciała coś sięgnąć prawą stroną klatki piersiowej
- Znaczy... że prowadzi prawy cycek? - jestem bezpruderyjnym wyznawcą prostych komunikatów.
- Taaak ... - Michał wydaje się być lekko zbity z tropu.

- Ale ja się tu nie zginam .... :(
Żaden normalny człowiek się tu nie zgina. Zaczynam podejrzewać, że trener jest kosmitą. Trener się tu zgina bez najmniejszego wysiłku i co gorsza próbuje tu zgiąć również mnie, co zgodnie ze wszystkimi obliczeniami kończy się absolutnym fiaskiem.

"Tak wyginamy ciałeczka!" Król Julian -Madagaskar

Etap -sukienka. Moja strategia na turniej to przykleić tyle kryształków Swarowskiego do sukienki żeby sędziów oslepić jej blaskiem. :) Wtedy sędziowie nie zauważą moich usterek i jakoś to będzie. Prawda, że genialne? No wiem, nawet Michał ma więcej wiary w moje możiwości niż ja sama, pocieszam sie że jako zawodowiec może wie co robi.

Sukienka już dawno wymagała prania ale sama myśl o włożeniu jej do wody napawała mnie przerażeniem, bo wszystkie ozdoby przecież odpadną. Utopiłam ją w wannie żarliwie odmawiając "zdrowaśki", a potem godzinę siedziłam w łazience patrząc nerwowo jak ocieka i czy coś nie odpada . Jako się rzekło sporo odpadło ale za to wreszcie wróciła do swojego właściwego koloru - białego i przestała być lokalizowalna na węch. :)))) Uffff- kamień z serca. No to kleimy kryształki :)

"Wszystko trwa dłużej niż myślisz."

Jeśli Trener zaczyna zdanie od "a teraz wyobraź sobie" oznacza to nic innego jak to, że pomimo wszelkich znanych Trenerowi metod szkolenia, nie wykonałam zadania poprawnie i trener chwyta się rozpaczliwie wszelkich oznak mojej inteligencji, którą swym sokolim WZROKIEM "był dostrzegł" . :) Po trzecim "a teraz wyobraź sobie" trener ciężko wzdycha, a ja sobie nadal wyobrażam coraz to dziwniejsze rzeczy i we wszystkich zadanych wersjach a wyobraźnię mam bardzo bujna przecież, aż do momentu kiedy już nic mi się nie zgadza, mózg się wyłącza i myślenie jako proces życiowy po prostu ustaje. I wtedy Trener z radosnym uśmiechem, wydaje z siebie zwycięski okrzyk:
- Brawo! Widzisz różnicę?
- Nie, a jest lepiej? - czuję się jak matoł.
Patrzę na Michała. Jak ktoś ma zamknięte oczy i kręci głową na boki trzymając dłoń na twarzy, to co to dokładnie oznacza?

 
***
Trener zwrócił mi buty, te do tańca. W sumie to bardziej mnie to przeraża niż cieszy, w balerinach jest wygodnie i nie mają obcasów, które utrudniają to co jest łatwe, a trudne czynią niemożliwym.

"Każda formuła i każda stała muszą być traktowane jako zmienne."

- Znaczy co to było do tej pory Trenerze? Nie czepiałeś się?
- Do tej pory się nie czepiałem.
- No nieee, wcale! :) ... Boże miej mnie w swojej opiece!
Po 45 minutach czuję się jak obrazek do książki pod tytułem :"Niepowodzenia dydaktyczne". Nie ogarniam skali problemu, jak głowę dobrze obrócę, to raniona przekrzywię. Jak o ramionach i głowie pamiętam, to zapomnę nogę zabrać partnerowi z drogi. W co ja się, głupia torba wpakowałam. :))) Tener co drugie zdanie oznajmia, że mnie udusi, bo dopiero mi pokazywał, że ma być inaczej, a ja znowu robię źle.

 

Pod koniec zajęć. Do godziny "zero" zostało trzy miesiące.
- To zdążysz mnie mnie doprowadzić do jakiegos ludzkiego stanu do 12 grudnia?
- Spokoooojnie! Bez problemu - śmieje się, radosnie ten, który całe 60 minut "do przed chwilą" chciał mnie udusić.
Hm, teraz już nie wiem czy Michał nie docenia skali problemu czy to ja histeryzuję. :)) Przecież wiadomo, że:
" Wszystko co idzie źle, sprawia wrażenie, że idzie dobrze."

Od jakiegoś czasu czuję, że coś jest nie tak. Michał przestał się odgrażać, że mnie uśmierci, a przynajmniej składa takowe deklaracje daleko rzadziej niż robił to dotychczas i już tak szczegółowo nie opisuje, co ze mną zrobi jak nie zabiorę swojej, skąd innąd przecież seksownej nogi z jego drogi tańca. Pewnie już nie ma siły gadać. Natomiast coraz częściej się uśmiecha i mówi, że dobrze i że "coś się zaczyna dziać". Ja wiem co sie zaczyna dziać. Bolą mnie plecy. Coraz częściej :)

***
Michał usiłuje mi wpoić prawidłową postawę tancerki próbując mnie złamać w pasie. Nie, nie w pasie wyżej. Już mu tłumaczyłam, że ja się tam nie zginam, znaczy zginam się ale nie do tyłu tylko do przodu. Trener twierdzi, że to nieprawda, próbuje dalej. Stawiam opór bierny i czynny.
" - Bolą mnie plecy :(
- Przyzwyczajaj się."

Niezliczone ilości godzin na parkiecie i ćwiczeń w domu, złość, frustracja, hektolitry potu, kilometry tuptania kroczków do znudzenia na śmierć, miliardy powtórzeń tego samego, pierdyliard nieudanych prób i obijania sie o kolana Michała, wypadań z zakrętu, falstratów, obrywań za błędy, wysłuchiwania przemówień motywująco - dołujących. Aż pewnego dnia przez jeden ułamek sekundy poczułam że frunę. Na prawdę! To była tylko chwila, bo potem wszystko posypało sie zwyczajowo z mojej winy jak zawsze, ale ten moment był niesamowity! Chcę jeszcze raz! :) Chcę jeszcze raz!

***

- We wtorek idziesz na balet.- powiedział "Ten Który Uczy Mnie Tańca".
- Jaaaa???? - jęknęłam z niedowierzaniem i zrobiłam "karpia".
- Tak
- ale... ale....
No ładnie. Mając 4 krzyżyk na karku, będę gdzieś z jakimiś baletnicami w różowym tou-tou zapierdzielać w pointach?!! Rozumiem, że moja postawa taneczna jest lekko "quasimodoidalna", ale żeby tak od razu brutalnie stosować wobec mnie przemoc? To nie krasnoludzkie.
"Cel jest to marzenie z datą wykonania"

- Jak było na balecie? -zapytał mój taneczny guru.
- Superowo! W przyszłym tygdniu idę znowu - włożyłam w tą odpowiedź tyle entuzjazmu ile byłam w stanie i uśmiechnęłam się pokazując pełne uzębienie. Mam nadzieję że nie przesadziłam. A co! niech sobie nie myśli, że mnie tak łatwo złamać. A jak było na balecie? Pani od baletu jest bardzo miła. To w zasadzie wszystko, co mogę powiedzieć pozytywnego o tej formie spędzania wolnego czasu. Nie sprawiło mi ani większego kłopotu ani specjalnego bólu ( oprócz licznych skurczów stopy), rozgrzewka była całkiem fajna, za to podczas choreografii wyglądałam i czułam się niczym konający wieloryb wyrzucony na plażę. Aż dziw, że nikt z Greenpeace`u się mną nie zainteresował, ale cóż skoro grupa jest już zaawansowana a ja- "nieco podstarzały łabędź" - pierwszy raz na zajęciach.

***

Kości zostały rzucone. Moje zmagania z systemem płatności on line okazały się na tyle owocne , że po kilkunastu minutach przeklinania technologii i kwiecistych oratoriów w zaawansowanej łacinie kuchennej, pełnych obietnic przemocy i gorących choć niezbyt przychylnych życzeń, otrzymałm maila, że moja akredytacja taneczna na turniej jest aktywna.

***

- Byłam dziś na lekcji baletu- pochwaliłm się psiapsiółce.
- ...sama sie zapisałaś z własnej nieprzymuszonej woli?- głos w słuchawce wyrażał maksimum niedowierzania.
- Zgłupiałaś do reszty?!

"Życie jest jak pudełko czekoladek. Nigdy nie wiesz, co ci się trafi "

W grudniu zwykle już zwalniam tempo. Szykuję piernicznki na Święta, powoli rozpakowuję choinkowy kram, kupuję prezenty i nastrajam się na śnieg, światełka i wypad narciarski w góry. Ale nie tym razem. W tym roku moje tempo został podkręcone do granic możliwości. Najpierw ostatnia rekonstrukcja historyczna. Przerobiony gorset od sukni historycznej przyszedł prawie w ostatniej chwili, uff! Przyszyłam perły, doszyłam kokardki- jestem ubrana na 1675 rok i jakoś przeżyję pod warunkiem, że ktoś mnie zasznuruje jakoś litościwie że nie umrę w tym gorsecie. Jeszcze tylko fryzura epokowa "a l`enfant" czyli "piorun zabił pudla" i mogę jechać. Zaraz potem SALT CUP suknia już czeka, a ja zaczynam zwyczajowo wpadać panikę.

***
Wzmożony program treningowy Michała sprawia przynajmniej tyle, że mniej się stresuję, bo nie mam na to czasu. Za to zamiast być lekka i rozluźniona, jestem sztywna jak kij od miotły.

-Spokojnie- śmieje się ze mnie Michał- masz być lekka, ludzie przyjdą cię oglądać.

- Miałeś mnie uspokoić, a nie straszyć!

***

Tydzień przed turniejem załatwić sobie ścięgno Achillesa to chyba tylko ja potrafię

***

Trzy dni przed turniejem, przedostatni trening, a ja zapomniałam choreografię do ..... WSZYSTKIEGO! Moduł paniki został aktywowany.

***

Dwa dni do turnieju. Po ostatnim treningu uznałam, że pozostaje mi już tylko modlitwa. ŻARLIWA! Chociaż z drugiej strony... Nie takie turnieje się kładło... i to z jakim wdziękiem
Instrukcja jak rozwiązać problemy:
1. Miej w dupie samo się rozwiąże
2. Połóż ię na kanapie
3. Napij się wina.

O działa! :)

"Wszystkie sprawy szlag trafia jednocześnie"

No i stało się. 13 grudnia. Pierwszy wspólny turniej PROAM z Michałem. Kierunek Wieliczka. Domownicy schodzą mi z drogi i przemykają kątami, a ja się miotam: suknieka - spakowana, buty - są, fryzura, makijaż, ręcę mi się trzęsą, jestem kłębkiem nerwów, kreska eyelinerem znowu wyszła krzywo, zmywanie, jeszcze raz. Sztuczną rzęsą prawie wybiłam sobie oko! Nie wiedziałam że znam takie przekleństwa. Zaraz przecież jestem damą! :)

Lincoln powiedział, że po czterdziestym roku życia, każdy jest już odpowiedzialny za wygląd swojej twarzy. Jezu, tyle odpowiedzialności z moich roztrzęsionych łapkach. Dobrze, że Magda zaraz przyjedzie i zrobi mi makijaż i fryzurę. Położę turniej to położe, ale chociaż będę ładnie wyglądać. Wszystkiego mieć nie można. Wypadałoby coś zjeść, żebym nie padła podczas tańca, ale nie dam rady. Kostka czekolady musi wystarczyć. I tak z trudem przepycham ją przez gardło.
Magda przyjechała. Po godzinie mam makijaż idealny! Uśmiecham się do swojego dobicia w lustrze. Fryzura. Klniemy obie. Już się nie przejmujemy,że nam się skończył zasób inwektyw. Wymyślamy nowe. Dobra jakoś się trzyma.
"Alea jacta est!"

Przyjechałam. Przebieram się. Rzuciłam od niechcenia:

- A skad oni będa wiedzieć że ja jestem w brązie a Wy w srebrze ( chodzi o klasę taneczną)
- Nie będą, to jest OPEN ( tańczą wszyscy na raz)
- Jak to OPEN...! ale... ale....

 

Dałam radę. To mój mały sukcesik. W Openie nie miałam szans, konkurencja mnie rozgniotła ślicznymi satynowymi obcasikami. Cóż gorzej być nie mogło, teraz juz może być tylko lepiej :)
Wróciłam do domu. Znacie ten skecz Krosnego "Miss wieczorem"? No właśnie. Właśnie tak wygladałam. Nadal znajduje wsuwki we włosach. One sie rozmnażają czy jak?
"Pierwsze koty za płoty"

Tak, tak "szału ni ma" i nie będzie. Kazałam to Alinie nagrać ale nie miałam odwagi obejrzeć. Muszę się napić, może wtedy zbiorę się na odwagę stawienia czoła swojej porażce. Z drugiej strony czy potrafię aż tyle wypić to się dopiero okaże..... No dobra obejrzałam, choć to było bolesne doświadczenie. Zniosłam, przyjęłam na klatę, i wiem co trzeba poprawić i na co mam zwaracać uwagę, ( tak wiem ze na WSZYSTKO, ale na coś się muszę zdecydować)

O nie widać mi twarzy, no jak pięknie wyszłam :)

Tu początek - rzadki widok- patrzcie ja trzymam ramę! :) czyli jednak potrafię, cóż za niespodzianka

Jak jedno ładne zdjęcie to musiało byc nieostre :(

 

Quickstep - kic kic kic :)

No i po wszystkim - od razu wrócił mi humor i zaczęły się zwyczajne w moim przypadku złośliwości.

 

My - Amki :)

zdjecia z zastawą stołową :)

 

No i Michał patrzcie jaki szczęśliwy że już ma mnie z głowy. Wcale się nie dziwię. :)))

a tu takie małe porówanie. Ja pół roku temu i dziś. Dobra robota Trenerze! :) Dziękuję <3

 

Tak wiedziałam, że coś jest nie tak, jak Trener podczas turnieju się do mnie na parkiecie czarująco uśmiechał, choć nigdy tego nie czynił. To było niepokojące odczucie. W sumie spodziewałam się co ten uśmiech oznacza. Coś jak: "poczekaj do następnego treningu to tak Ci pióra wybiorę, że ruski rok popamiętasz" lub podobnie. Po tym jak mi poszło na turnieju niczego innego nie można było oczekiwać.
Ale przynajmniej jasno i klarownie pewne ważne fakty zostały mi przekazane i drugi raz na pewno będzie lepiej.

****

Nieszczęścia chodzą stadami. Zepsuło się auto. To nic nadzwyczajnego, auta zawsze psują się w niewłaściwym czasie, ale akurat kiedy spuchła mi noga, bo przegięłam z treningami przy zapaleniu ścięgna i dostałam gorączki. Marzenia o wystąpieniu na Pucharze Wieczystego poszły się paść. Czas rozpocząć przedwczesne świętowanie. Wesołych Świąt.

" Życie to jest to, co nam się przytrafia, gdy planujemy coś innego"

Trochę to trwało ale wróciłam na parkiet. No nie, nie troche- to były ony! Przez ten czas odkryłam, że wszystkie inne rzeczy poza tańczeniem nie są tańczeniem. BO NIE SĄ! A wierzcie próbowałam chyba wszystkiego! Po takim czasie nie tańczenia, pierwsze zajęcia poszły dość opornie, a ja sama wykazywałam się lekkością ruchów własciwą stworzeniom które wypełzają na powierzchnię ziemi z najgłębszych czeluści Tartaru w celu złożenia jaj. Też macie takie dni, kiedy wszystko co mówi mówi trener powoduje w czaszcze nieprzyjemne uczucie, że informacja miota się po dziewiczych ostępach nieskalanego myślą czerepu, próbując rozpaczliwie znaleźć mózg? :)

***

Nie żebym była już zdrowa, ja po prostu dłużej nie usiedzę na seksownym tylku, muszę tańczyć. Choćby to miało być tylko pitu pitu raz w tygodniu, to niech będzie.

Jak się wszystko uda i mnie cuś znowu nie zeżre, to już za 3 tygodnie: sukienka, makijaż, fryzura i jedziemy na turniej :) Dla przyzwoitości chyba nawet coś zatańczę, czym jak zwykle zachwycę publiczność, która ponownie doceni moją grację, czar i technikę. :))
Ponieważ jednak nie bardzo mogę trenować tyle ile trzeba, więc aby wypełnić powstałą pustkę, w domu ćwiczę uśmiech i pozdrawianie tłumu.

.... dobrze choć, że poczucie humoru mnie nie opuszcza Dziś na drugim zakręcie walca potkęłam się bo mięśnie ud nie wytrzymały! Szok, przecież byłam niezniszczalna! .


"Slachetne zdrowie..."